5 osób-inspiracji na 2017 rok

5inspiracji

Tak, 2016 ssał. Globalnie (wojna w Syrii, Trump, Brexit, śmierć wielu wspaniałych artystów), patrząc na moich bliskich i przyjaciół i wreszcie jak pomyślę o swoim życiu. Przez ostatnie 12 miesięcy mieszkałem w 4 różnych domach (a za chwilę kolejna przeprowadzka), więc ten rok spędziłem na walizkach. Brzmi jak przygoda, prawda? Jasne, niestety ma to też swoje minusy, jak chociażby fakt, że czujesz, iż nie masz swojego miejsca na Ziemi i nie masz pojęcia w jakim mieście będziesz za 3 miesiące, jaką będziesz mieć pracę, itd. A oprócz tego połowa moich przyjaciół zaliczyła złamane serca (ja wreszcie mogłem dołączyć do tego grona, wspaniale!). Dla mnie 2016 to rok podejmowania nowych wyzwań (dwie prace, szkoła, przeprowadzka na dłuższy czas do Australii, siłownia, praca nad własną dietą, próba zrozumienia samego siebie), ale też czas olbrzymiego stresu, wielu smutnych momentów i poczucia zagubienia (a przez większość życia jestem osobą, która doskonale wie, czego chce i jaki ma plan na najbliższe lata). Każdy kto mnie zna osobiście wie, że mimo dużej dawki sarkazmu i autoironii w moich wypowiedziach, jestem pozytywny i ciężko mnie wprowadzić w smutny nastrój (łatwo mnie wkurzyć, ale zasmucić na kilka tygodni – przez poprzednie lata nie było takiej sytuacji!). A 2016 jakoś tego dokonał, więc gratulacje, madafacker!

Ale zaczynamy nowy rok. Wspaniały moment na postanowienia (bo fakt, że musimy kupić nowe kalendarze to idealny powód na zmiany w życiu), których i tak w większości nie dotrzymamy (tylko 8% ludzi udaje się je zrealizować). Dlatego ja w tym roku nie namęczyłem się i zamiast konkretnych postanowień – wybrałem sobie 5 osób (4 osoby i kaczkę), które mają mnie inspirować w 2017. Oczywiście wybrałem osoby znane, oprócz nich mam wspaniałe inspirujące jednostki w rodzinie i wśród przyjaciół, ale przecież nie będę ich tu reklamować za darmo :P

Brian Turner
Na pierwszy rzut – Brian Turner. Youtuber. Nie ten z czołówki portalu, ma tylko nieco ponad 140 tysięcy widzów. Zacząłem go oglądać parę miesięcy temu ze względu na jego treningi i dietę – jest weganinem i kulturystą. Ale skradł moje serce swoją energią i optymizmem. Chłopak cierpiał na ciężki trądzik (tylko ktoś z podobnym problemem jest w stanie zrozumieć jakie spustoszenie w psychice może spowodować taka pierdoła jak pryszcze – jako osoba, która w przeszłości musiała brać Izotek, wiem co to za ból), był z tego powodu wyśmiewany i wiecie co? Teraz jest świetnym gościem, który nie tylko zbudował swoje mięśnie bez cierpienia zwierząt, ale jeszcze inspiruje i podnosi na duchu innych. Być jak Turner – nie dać się słabościom, pozostać optymistą, iść do przodu i robić swoje, nawet gdy inni tego nie rozumieją; a, i nie zabijać zwierząt budując muły.

Doda
Tak, tak, Dorota ląduje w moim rankingu. W tym roku mija 10 lat, jak założyliśmy Doda-Music.com, stronę fanów Dody, która funkcjonuje do dzisiaj. 10 lat! Jeśli więc ktoś z gwiazd mnie ukształtował, to zdecydowanie będzie to Doda. Czego mnie nauczyła? Że nieważne jaki cios zada ci życie (i osoby, które wpuszczasz do niego), zawsze możesz obrócić porażkę w lekcję. Ta dziewczyna przeszła w swoim życiu tyle takich lekcji, że większość z nas pewnie byłaby jedną, wielką tubą negatywnych myśli. A ona co? Idzie dalej, “nie daje się” i pokazuje, że nawet jeśli połowa kraju uważa cię za głupiutką blondynkę z dużym biustem, to ty nadal jesteś w stanie zmobilizować kilkaset tysięcy osób do zapisania się do banku szpiku, od podstaw i bez znajomości zbudować jedną z najgłośniejszych i najbarwniejszych karier w tym kraju czy zainspirować młodych ludzi do słuchania własnego serca. Jeśli Doda jest w stanie podnieść się po tylu ciosach, to i ja jestem! Być jak Doda – zarażać pozytywną energią; nigdy nie zapominać, że rodzina i przyjaźń znaczą więcej niż zera na koncie; patrzeć na problemy jak na wyzwania; spełniać marzenia, nawet gdy inni pukają się w głowę.

Sknerus McKwacz
Jest taka jedna, ekhm, książka, do której wracam za każdym razem, gdy czuję się zagubiony (więc w 2016 leżała ona zawsze na szafce przy łóżku). “Życie i czasy Sknerusa McKwacza” – komiks, który odmienił moje życie. Pierwszy raz przeczytałem go jako dzieciak i to chyba właśnie ta pozycja zaszczepiła we mnie chęć podróżowania i pragnienie znalezienia “złota”. Za każdym razem, gdy jestem wykończony, bo okazuje się, że żonglowanie dwiema pracami, szkołą, siłownią i jakimkolwiek życiem towarzyskim troszeczkę mnie przerasta w niektóre dni – otwieram ten komiks. Za każdym razem, gdy tęsknię za domem, przyjaciółmi, za tym co znam doskonale i nie jest dla mnie zupełną nowością, jak Australia – otwieram ten komiks. I wreszcie za każdym razem, gdy gubię z oczu ten większy obraz, do którego dążę – otwieram ten komiks. Być jak Sknerus – zrozumieć, że to nie o samo złoto chodzi, a o poszukiwanie złota; do wszystkiego dojść ciężką pracą, nie układzikami czy naginaniem swoich zasad; pamiętać, że czasami musisz porzucić to, co znasz i co jest bezpieczne, by dojść do tego, co sobie wymarzyłeś; nie poddawać się; pamiętać, że przyjaźń, rodzina i wspomnienia to największe skarby, a życie mamy tylko jedno i warto je przeżyć po swojemu.

To be rich is to still remember
To treasure your first dime
To have a chance to say farewell

J.K. Rowling
Ta kobieta inspiruje mnie od dziecka. Jej książki były pierwszymi, które zupełnie zawładnęły moim umysłem i skłoniły mnie do czytania. Nie boi się wygłaszać swojego zdania, nawet jeśli obrywa jej się jako “lewackiej pisareczce od książek dla dzieci”. Bitch, please. Te książki dla dzieci niosą ze sobą tyle lekcji prawdziwego człowieczeństwa, tolerancji i dobra, że większość filozoficznych traktatów może się schować. Być jak Rowling – nie bać się mówić tego, co się myśli; pochylać się nad tymi, którzy potrzebują naszej pomocy; nigdy nie zapominać o swojej pasji.

Robert Biedroń
Bo pokazuje ludzką twarz polityki. Bo nie boi się odważnych rozwiązań. Bo jest szczery i nie ukrywa przed ludźmi tego, kim jest. Nawet w takim kraju, jak Polska, gdzie dotąd raczej słyszeliśmy zdania takie jak “geje do gazu”, a nie “zadeklarowany gej prezydentem miasta”. I do tego wegetarianin, otwarty na ludzi, uśmiechnięty, zaangażowany w 100% w to, co robi. Ja poproszę dobrą zmianę w takim wydaniu! Być jak Biedroń – więcej uśmiechu, więcej wiary w człowieka, więcej szczerości, wobec siebie i innych.

Szczęśliwego Nowego Roku! :)

Złe powody, dobra decyzja?


W maju pożegnałem się z Australią po to, by we wrześniu znów do niej wrócić.

Tak, stało się, Kraina Kangurów wciągnęła mnie mocniej niż się tego spodziewałem. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem i bez komplikacji (a znając moje życie jakieś komplikacje będą!), zostaję tutaj aż do lipca 2019 (choć nie wykluczam szybkiej wizyty w Polsce w międzyczasie).

Dlaczego wróciłem? Powodów znalazłem całą masę!
-szkoła (tak, znowu jestem uczniem), gdzie będę mógł nauczyć się w tym czasie teorii związanej z prowadzeniem własnego biznesu (co nadal siedzie w mojej głowie);
-oszczędzanie pieniędzy – jak własny biznes, to i własny kapitał; a ten łatwiej będzie mi uzbierać w Australii niż w Polsce;
-piękno tego kraju – byłem tutaj zaledwie 8 miesięcy, nie zobaczyłem nawet Sydney czy Uluru – żenada;
-znajomi – bo trochę ich tu uzbierałem i nie chciałem się żegnać na zawsze;
-praca – doświadczenie, które tu zdobywam, przyda mi się we własnym biznesie.

I mógłbym tak długo. Każdy z tych powodów podawałem rodzinie, znajomym. I każdy z tych powodów jest prawdziwy. Niestety człowiek ma to do siebie, że jest w stanie oszukiwać nawet samego siebie i to właśnie robiłem przez ostatnie miesiące. Bo prawda jest taka, że prawdopodobnie najważniejszym powodem jest niestety jedna osoba, do której zdarzyło poczuć mi się coś więcej niż przyjaźń. A jak uzależniasz swoją decyzję od jednej osoby, to nie dziw się, że później możesz dostać po dupie.

Nie zamierzam żałować decyzji, która zmieni moje życie na najbliższe 3 lata. Ok, główny powód wyjazdu okazał się trafieniem jak kulą w płot (prawdopodobnie, bo oczywiście moje życie uczuciowe to też jakieś pasmo nieporozumień i niedomówień), ale czy nie da się ze złego powodu podjąć dobrej decyzji? Mocno wierzę, że da się. Przede wszystkim nie mam zamiaru spędzać wolnego czasu zawinięty w koce niczym jakieś burrito smutku, słuchając smutnej muzyki (ok, trochę Sama Smitha katowałem, ale zaraz przestanę, serio!), zajadając się lodami i rozmyślając o tym, że na starość zjedzą mnie moje własne koty. Ludzie w obliczu smutku potrafią tworzyć niesamowite rzeczy (J.K.Rowling napisała Harry’ego Pottera będąc biedną, samotną matką, która nie wiedziała czego chce od życia – póki co jestem biedny i nie wiem czego chcę od życia, ale nie jestem samotną matką, mogło być gorzej!), więc w planach mam zająć się czymś kreatywnym (jak już tylko opanuję swoją sytuację życiową w Melbourne), pracą nad sobą (siłownia, może jakiś kurs sztuk walki, tańca czy innego badziewia) oraz poznawaniem nowych ludzi.

Uśmiech na twarz, klata do przodu i jedziemy dalej! Życie jest jedno i takie tam banały ;)